TheBirateBay w sądzie
Mniej więcej tydzień temu rozpoczął się w Szwecji proces zespołu ThePirateBay.org - jednego z największych i z pewnością najbardziej znanego portalu z plikami .torrent. Dlaczego uważam, że racja leży po ich stronie?
Mogłoby się wydawać, że osoba taka jak ja - zajmująca się tworzeniem oprogramowania, która szczególną wagę przywiązuje do własności intelektualnej powinna być po tej drugiej stronie. Osobiście nie popieram piractwa, posiadam legalne oprogramowanie (zarówno wolne, jak i licencjonowane), i tak dalej. Ale ten proces moim zdaniem nie jest wymieżony w piractwo jako takie, lecz w technologię. Ja osobiście postępy w sprawie śledzę za pośrednictwem portalu Webhosting.pl.
Za wolność naszą i waszą
Nie ulega wątpliwości, że piractwo powinno być tępione, że programy, filmy i muzyka ściągane z torrentów umieszczanych na ich stronie są w większości nielegalne. Ale jednocześnie nie ulega również wątpliwości, że ponad prawem nie może stać nikt. TPB, tak jak większość tego typu serwisów, wykorzystuje luki i kruczki prawne - i dobrze, sprytnym trzeba w życiu być. Nie od dziś grają na nosie największym korporacjom z wymienionych branży. O tym, czy zupełnie zgodnie z prawem, to rozstrzygnie sąd w Sztokholmie, jednak nie ulega wątpliwości, że działa wytoczone przeciw nim wycelowane są na chybił trafił.
Po pierwsze warto przeczytać ich korespondencje z koncernami filmowymi, fonograficznymi, czy też softwareowymi. Nie trudno zauważyć powatarzający się w niej zwrot Millenium Cypyright Act. Co to jest? Jest to (moim zdaniem niezwykle bezmyślne - vide e-patenty) prawo USA. Nie od dziś wiadomo, że Amerykanie mają problemy z geografią i dość podwładnie traktują cały świat. Niemniej takie wielkie koncerny chyba stać na zatrudnienie porządnych prawników. Tymczasem nie wiem jakich ludzi oni utrzymują, ale mimo iż nie jestem zbytnio zaznajomiony z prawem ponad podstawową wiedzę, to jakby ktoś podający się za prawnika przedstawił mi pozew na podstawie prawa USA raczej by nie otrzymał nawet odpowiedzi.
Jednak co najważniejsze to moim zdaniem fakt, co jest tutaj istotą całej sprawy. Wielkie działy marketingu co rusz wymyślają przeróżne dziwne rzeczy. Mieliśmy DRM, które na szczęście powoli odchodzi jako kompletny niewypał (wystarczy wspomnieć "sukces" gry Spore). Wcześniej działania tego typu doprowadziły do "zabijania" wielu sieci P2P (KaZaA, Napster). Taką właśnie siecią jest BitTorrent. Wielkie lobby zawsze były w stanie w niezwykły sposób przedstawić tego typu rozwiązania jako tworzone z myślą o piractwie, jako szkodliwe dla wszystkiego co żywe i martwe. I tutaj się zaczyna moim zdaniem wylewanie dziecka z kąpielą. Tego typu sieci to czysta technologia, nie mają one za zadanie same w sobie łamać prawa, a to, że ludzie tak je wykorzystują - czy przez to, że są wypadki na drogach ktoś zakazał produkcji samochodów? Nieraz mam wrażenie, że ludzie odpowiedzialni za takie posunięcia są kompletnie odcięci od rzeczywistości i tylko lewitują w swoim gabinecie medytując nad tym, co następnego rozpieprzyć (bez przeproszenia).
Owszem, TBP i tego typu strony działają na granicy legalności i z powodu braku specjalistycznej wiedzy w tej dziedzinie pozostawiam ostateczną ocenę sądowi, ale nie zgadzam się na ograniczanie ludzi (szczególnie w dziedzinie technologii i rozwoju) dlatego, że coś jest nie po myśli jednego człowieka, kimkolwiek by on nie był. Dlatego mam nadzieję, że tym razem wielkie lobby dostanie kopniaka w tyłek (na razie wszystko idzie w dobrym kirunku). Może kiedyś do tych zakutych łbów za biurkami dotrze, że wyważają otwarte drzwi.
Tagi: teksty, piractwo, torrent, prawo.
Aby pisać komentarze musisz być zalogowany.